Daily Archives: 20 stycznia 2013

Jak gdyby nigdy nic

Kiedy robimy coś, jak gdyby nigdy nic, robimy to w taki sposób, jak byśmy mieli w głębokim poważaniu to, że wcześniej coś się stało i być może niektórzy ludzie czekają na jakieś wyjaśnienia z naszej strony. Tymczasem my zachowujemy się totalnie na luzie i udajemy, że naprawdę nic się nie stało. Najczęściej przyjmowanie takiej właśnie taktyki jest jak najbardziej celowe, zachowujemy się tak specjalnie, chociaż doskonale wiemy, że coś przeskrobaliśmy. Mamy jednakże nadzieję, że mimo wszystko uda nam się uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, kiedy to musimy się komuś z czegokolwiek spowiadać – w gruncie rzeczy do powiedzenia za dużo nie mamy. Świetnie wiemy, że takie postępowanie z naszej strony jeszcze bardziej denerwuje kogoś, albowiem ludzie niejednokrotnie wobec nas zachowują się jak gdyby nigdy nic. Działa nam to niemiłosiernie na uzębienie, ale przecież nie będziemy robić z siebie widowiska, więc odpuszczamy sobie sceny z pretensjami oraz wymówkami. Czekamy zatem cierpliwie na rozwój wydarzeń.

Położenie polis

Od około X w. p.n.e. osady leżące na terenie Attyki łączyły się by ostatecznie stworzyć jedną polis, skupioną wokół najsilniejszego miasta – Aten. Położenie polis było bardzo dogodne ze względu na osłonięcie pasmami górskimi, dobrze rozwiniętą linię brzegową i niewielkie nizin w głębi lądu. Podobnie jak inne polis greckie Ateny były rządzone w najwcześniejszym okresie przez królów. Od około X w. p.n.e. władzę przejęli archonci. Początkowo było ich niewielu,. Potem grupę najwyższych urzędników ateńskich stanowiło od 6 do 10 sędziów, sekretarz, urzędnik mający władzę wojskową i urzednik kierujący administracją. Wszyscy byli wybierani na rok. Główną rolę w sprawowaniu władzy w Atenach odgrywała ateńska arystokracja, do której należały majątki ziemskie. Ludzi zależnych od arystokratycznych właścicieli ziemskich nazywano hektemoroj. Ludzie ci byli zobowiązani do płacenia świadczeń na rzecz arystokratów.

Mieć kogoś za nic

Kiedy ktoś ma nas za nic, wcale nie czujemy się z tym dobrze. Chociaż zdajemy sobie doskonale sprawę z tego, że nie wszyscy nas uwielbiają czy też po prostu lubią, to jednak świadomość, że dla kogoś nie znaczymy kompletnie nic jest raczej przykra i przytłaczająca. Tak to już się dzieje, że nie ma na świecie człowieka, który darzyłby sympatią wszystkich ludzi. Bo jeśli mamy kogoś za nic, to oznacza przede wszystkim, że takiego kogoś sympatią to my wcale nie darzymy, bardzo daleko nam od takiego stanu. Wręcz przeciwnie – człowiekiem, którego mamy za nic, za zero, po prostu pogardzamy. Gardzić można kimś z bardzo wielu powodów. Są ludzie, którzy ze swojej natury gardzą wszystkimi innymi dookoła i generalnie mają ludzi za nic. Najczęściej jednak uczucie pogardy bierze się stąd, że ktoś zrobił coś takiego, czego nasze rozumy po prostu nie są w stanie ogarnąć i pojąć. Gardzimy kimś, bo zachował się – w naszym głębokim przekonaniu – w sposób dla nas kompletnie niedopuszczalny, nie możemy mu darować.