Leonard Sowiński

image Liryk, satyryk, dramaturg i powieściopisarz, ale i on nie potrafił uniknąć losu rówieśników, który wyraził w zdaniu „Czas poezji przeminął, myśmy zabici!” Istotnie bowiem zjawiskiem podówczas pospolitym w świecie pisarskim był alkoholizm, kończący się nieraz dogorywaniem w szpitalach dla umysłowo chorych lub samobójstwem. Z dorobku zaś poetyckiego całej tej grupy bardzo niewiele przetrwało nawet w antologiach. Pamiętać jednak trzeba, iż na przełomie stuleci XIX i XX tysiące dzieci powtarzało z przejęciem wierszyk „Kto ty jesteś? – Polak mały”, tj. Władysława Bełzy Katechizm polskiego dziecka, by w kilkanaście lat później z nie mniejszym przejęciem śpiewać piosenkę żołnierską „A kto chce rozkoszy użyć”, utwór Władysława Tarnowskiego, który starą pieśń wojskową wzbogacił motywami nowymi, powstańskimi. Jak dalece zaś – dzięki tradycyjnie romantycznemu kultowi poezji – za poezję uchodziło pospolite „rymarstwo”, graniczące wyraźnie z grafomanią, dowodzą dwa wypadki znamienne. Pierwszy to twórczość arystokraty podolskiego, Wojciecha Dzieduszyckiego, głośnego dowcipnisia i ruchliwego polityka. Słynny z swych konceptów „hrabia Wojtek” był równocześnie erudytą-amatorem, znawcą filozofii greckiej i kultury antycznej, dzięki czemu mógł sobie pozwolić na pisanie powieści z życia starożytnego, nieświetnych wprawdzie, ale niesłusznie zapomnianych, nadto zaś popełnić Baśń nad baśniami, tasiemcowaty poemat zbudowany z wątków folklorystycznych, podaniowych i bajkowych.