Publicyści

image W przeciwieństwie do innych prądów literackich, które w Polsce pojawiały się z chwilą ukazania się dzieł znakomitych pisarzy, dzieł nie przygotowanych dyskusją teoretyczną, pozytywizm nasz miał takie przygotowanie. Poprzednikami bowiem pisarzy, którzy około r. 1880 wystąpili z utworami stwierdzającymi pojawienie się nowego wielkiego zjawiska literackiego, byli publicyści, którzy fakt ten zapowiadali przez lat kilkanaście. Cechą bowiem wysoce charakterystyczną czasów popowstaniowych był niezwykle bujny rozkwit publicystyki, związany z rozwojem prasy. Piotr Chmielowski – jak wiemy – krytyczny kronikarz tych czasów, połowę niedużej książki Zarys literatury polskiej ostatnich lat szesnastu poświęcił charakterystyce prasy codziennej i periodycznej, na terenie zaś Warszawy dużo się mówiło o starej i młodej prasie, rozumiejąc przez nie obóz konserwatywny i postępowy. Tam zaś, gdzie prasa nie wystarczała, uciekano się do wydawnictw książkowych. Tak było przede wszystkim z doniosłymi sprawami politycznymi; konserwatyści krakowscy stanowisko swe wykładali w satyrze politycznej Teka Stańczyka, ich zaś przeciwnik zawzięty, Kraszewski, rozprawiał się z nimi corocznie w swych okazałych Rachunkach. Na ogół jednak dzienniki i czasopisma dostatecznie obsługiwały harcowników, toczących papierowe walki z przeszłością i o przyszłość. Rozpoczął je w r. 1867 warszawski „Przegląd Tygodniowy”, miotając groźne pociski w „czułych śpiewaków róży, makolągwy i gila”, autorki i autorów wierszyków drukowanych w prasie, w drobniutkich epigonów, by ich pouczać o zadaniach nowego wieku. Nieco wcześniej, bo w r. 1865, na łamach lwowskiego „Dziennika Literackiego” wystąpił Kazimierz Chłędowski jako rzecznik pozytywizmu filozoficznego i naukowego, wielbiciel Darwina i Renana oraz materialistów niemieckich.